Dzień Wspólnoty – Siennica

9 czerwca 2018 w Siennicy odbył się Oazowy Dzień Wspólnoty połączony z rozesłaniem na oazy letnie. Przyjechała młodzież ze wspólnot lokalnych – Białej Podlaskiej, Lublina, Lubartowa, Mogilna, Nowego Miasta i Łomży.

Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem, zanim wszyscy przyjechali, w cichych korytarzach szkoły podstawowej w Siennicy słychać było śmiech i radosne rozmowy. Gdy dotarliśmy już wszyscy, br. Paweł Działa, moderator prowincjalny, zebrał nas w jednym miejscu, prosząc abyśmy wspólnotowo się przedstawili. Następnie wszyscy razem udaliśmy się do oddalonego nieco od szkoły kościoła, aby tam wspólnie przeżywać Eucharystię. Po powrocie do szkoły czekał na nas pyszny obiad. Kolejnym punktem naszego wspólnego dnia było spotkanie w grupach, na którym zastanawialiśmy się nad tym, co daje nam wspólnota, co my możemy dla niej zrobić oraz w ogóle co robić… Ostatnim punktem Dnia Wspólnoty było wspólne nabożeństwo czerwcowe i „Zjednoczeni”. Nikt nie mógł uwierzyć, że cały dzień już minął i przyszedł czas, aby wrócić do swoich miast. Dzień Wspólnoty w Siennicy minął bardzo szybko.

Następnym razem, 29 września, gościć nas będzie lubelska wspólnota z Poczekajki. Tymczasem jednak czekamy na ponowne spotkanie z Jezusem i ze sobą nawzajem podczas oaz letnich.

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji 🙂

fot. Olga Czerwińska, Ania Bartosik, Piotr Krawczyk OFMCap.

Szkoła Animatora – Mogilno 2016

W tych ciężkich chwilach, zaledwie na kilka dni przed wielkimi zmaganiami zwanymi maturą, do klasztoru Braci Kapucynów w Mogilnie zawitała grupa młodzieży. Przewodniczyli im dwaj mędrcy odziani w brązowe szaty. Sędziwe mury klasztoru czegoś takiego jeszcze nie widziały.

,,Pogromcy mitów” schronili się w tym niesamowitym miejscu w ramach Szkoły Animatora. To nie było ich pierwsze spotkanie. W grudniu odwiedzili Serpelice, a dwa miesiące później także Zakroczym, pochylając się kolejno nad tematem relacji z Bogiem, a następnie relacji z sobą samym.

Tym razem młodzi przyglądali się swoim relacjom z drugim człowiekiem, relacjom często trudnym, tego, co można by określić jako – Kosa z Bratem. Podobno na konferencjach przewijały się takie tematy jak przebaczenie, spojrzenie na bliźniego w sposób pełen zrozumienia, wspólnota i trwanie z Bogiem w codzienności. Któryś z mędrców miał również rzec, że wspólnota okazuje się środowiskiem, w którym dokonuje się zbawienie. Tak było. Co więcej te słowa stawały się rzeczywistością, kiedy uczestnicząc w Eucharystii w podziemiach kościoła czuli się jak pierwsi chrześcijanie, kiedy w surowości kamiennych ścian słyszeli ponowne zaproszenie Chrystusa, byśmy się nim żywili. Ale wspólnota stawała się takim środowiskiem również podczas śpiewu ,,Pokornej Służebnicy”, czy wspólnej zabawie.

Sobotniego popołudnia ,,pogromcy” odwiedzili również Lednicę, gdzie odnowili przyrzeczenia chrzcielne oraz ponownie przyjęli Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela. To było miejsce, gdzie mogli zostawić siebie jako człowieka pełnego śmierci i złożyć go w ręce Chrystusa – otrzymać nowe życie. Było to zaproszenie do zaufania Bogu, który w niedzielę mówił o sobie, jako o dobrym pasterzu. Cała miłość okazana w rozmowach, modlitwie, byciu była czymś. co zmieniało klasztor w jeszcze piękniejsze miejsce, nasycone nie tylko doświadczeniem historii naszego kraju, ale i naszej. Tak, bo ja tam z nimi byłem miód i wino piłem

Otaczając modlitwą całą wspólnotę, wszystkich tam obecnych i tych, których nie mogło tam być z rożnych powodów, powróciliśmy, by przenieść ten ogień, który trudno utrzymać w pojedynkę, gdy tak mocno wieje wiatr.

Nie bój się miłości

dried-flowers-1149191_1920

Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali

Jedno proste zdanie a budzi tak wiele odczuć, skojarzeń i wspomnień. Pewnie dlatego, że dotyczy tak złożonego tematu jakim jest miłość, której nie można zdefiniować jednym słowem. Jezus w wieczerniku mówi nam- jego uczniom, jaka ma być nasza miłość. Ma być-WZAJEMNA. Brzmi jak utopijna wizja świata, któremu przecież daleko do ideału. Ile razy zdarza się nam, ludziom ocenianie człowieka w autobusie, irytacja z powodu bałaganiarstwa współlokatora, kąśliwa uwaga pod adresem znajomego, który działa nam na nerwy z nieokreślonego powodu… . Czy ta wzajemna, prosta miłość jest możliwa w świecie, który tak bardzo sobie komplikujemy?

Ostatnio jechałam samochodem z pewnym Litwinem, który od piętnastu lat mieszka w Paryżu. Spytałam go, czy podoba mu się życie w w tym mieście. Odpowiedział mi, że nie za bardzo – że życie toczy się tu szybko, każdy człowiek jest zajęty swoimi sprawami i problemami. „Czyli tak wygląda to miasto miłości”, pomyślałam. Z pewnością jest to miasto namiętności, zakochanych par, romantycznych wąskich uliczek, uroczych restauracji i kafejek. Ale miłość, ta prawdziwa miłość, to nie „la vie en rose”, ciągłe porywy serca i spacery pod rękę wzdłuż Sekwany. To właśnie to, czego tak bardzo tu brak- zauważenie potrzeb człowieka obok mnie, zatrzymanie się na chwilę, poświęcenie, podjęcie trudu, walka z własnym egoizmem.

Św. Augustyn powiedział „Jeśli mówisz, mów z miłości. Jeśli upominasz, upominaj z miłości. Jeśli przebaczasz, przebaczaj z miłości.” Ja rozumiem te słowa tak- „Nieważne co robisz, ważne w jaki sposób”.  Bo te same słowa, które wypowiedziane bez miłości zabijają, wypowiedziane z miłością, powodują wzrost drugiego człowieka. Z kolei przebaczenie dokonane bez miłości, nigdy nie będzie pełne. Oczywiście, choć padną słowa wybaczenia, nie przyniosą one tej prawdziwej ulgi i wolności, jaką daje właśnie miłość.

Pozostaje jeszcze odpowiedź na pytanie: „W czym ma objawiać się nasza wzajemna miłość?” Jak ma zostać rozpoznana? Teraz, kiedy jestem daleko od wszystkich najbliższych mi osób, szczególnie doceniam te małe, „nic nieznaczące” gesty, które sprawiają, że czuję się kochana, szczęśliwa. Nasze życie składa się z tych prostych czynności, więc może aby pokazać tę naszą chrześcijańską miłość, nie musimy od razu zmieniać całego świata, dokonywać wielkich rzeczy. Bardzo podoba mi się zdanie matki Teresy z Kalkuty „ Jeśli z kimś rozmawiasz, to rób to tak, jakby to była jedyna osoba na ziemi”. Może wystarczy zwrócenie uwagi na osobę obok mnie? Dostrzeżenie jej samotności, potrzeb, okazanie zainteresowania, wspólna kawa, pokrzepiający uśmiech, pomoc w sobotnich zakupach… .

Kiedy sięgam pamięcią do czasów dzieciństwa, najbardziej pamiętam właśnie te mało znaczące sytuacje, w których, teraz to widzę, kryło się tak wiele miłości. Chciałabym wrócić do tych dziecięcych czasów, kiedy wszystko było tak proste i naturalne. Patrząc na siebie, widzę jak ciężko dziś przychodzi mi okazanie uczuć, może dlatego, że kojarzy mi się to ze strachem przed zranieniem, z okazaniem słabości. Konstruujemy samoloty, budujemy wieżowce, zdobywamy księżyc… . Dokonujemy wielkich rzeczy! Jesteśmy tacy „silni”, „niezależni”, „wolni”. Może dlatego tak ciężko przychodzą nam te drobne, najprostsze gesty, okazujące naszą ludzkość.. .

Dzisiaj rano trafiłam przypadkiem na wiersz Małgorzaty Hillar pt. „My z drugiej połowy XX wieku”. Myślę, że idealnie obrazuje to, co najważniejsze. Po prostu- Nie bójmy się MIŁOŚCI! Nie bójmy się jej dawać i przyjmować. Nie pozbawiajmy się tego skrawka raju tu-na ziemi.

Hillar

ks.


 

A TY, ZROBIŁEŚ KOMUŚ DZIEŃ DOBRY?

IMG_4022

Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.

Zawsze kiedy w Piśmie Świętym, natykam się na tego typu sformułowania, pierwsze co przychodzi mi do głowy to odniesienie do jakichś bliżej nieokreślonych wrogich relacji. Nie powiem, żebym miał stricte wrogów – ale jak życie się układa dobrze wiecie – z kilkoma osobami do tej pory udało mi się niestety poróżnić, i teraz najzwyczajniej nam w życiu nie po drodze. Tak więc, kiedy czytam dziś te słowa, moje myśli uciekają w kierunku tych osób, choć przecież wcale nie chcę o tym myśleć, ale może właśnie łatwiej jest mi myśleć o odległych dla mnie relacjach, zamiast spojrzeć na codzienne niepowodzenia w stosunkach z najbliższymi, np. uśmiechnąć się do współlokatora który kolejny raz z rzędu wraca późno do mieszkania i wstawia pranie. Nie chodzi mi jednak o to, żeby troszczyć się o jedno, nie dbając o drugie, ale może żeby umieć naprawiać to co jest w pewien sposób odległe, trzeba uporządkować te sprawy codzienne – podchodzić do najbliższych bez zazdrości, niepotrzebnych oczekiwań, lęku… no nie wiem jak jeszcze. Myślę, że każdy wie czego potrzebuje w relacjach z najbliższymi czy tymi, których spotykamy na codzień, i sam określi właściwe podejście. Bo tak pomyślałem – jeśli przestaniemy niepotrzebnie komplikować te powszednie stosunki, to wyrobimy pewny sposób podejścia ogółem do innych osób – wzorzec to może za dużo powiedziane, ale taki naprawdę zdrowy tryb relacji, który będziemy mogli przenosić na te odleglejsze i bardziej skomplikowane sytuacje, osoby.

Pamiętam jak kilka miesięcy temu, przechodząc przez pasy potrącił mnie samochód. No dobra, dosyć mocno to brzmi, ale tak było – szedłem przez przejście dla pieszych na zielonym, a samochód który jechał z prawej, miał strzałkę kierunkową i nie zatrzymał się przed przejściem. Gdzieś kątem oka kontrolowałem sytuację i w odpowiednim momencie wskoczyłem mu na maskę, nawet dosyć wygodnie tam usiadłem. Kierowca wtedy oczywiście zahamował, spojrzeliśmy na siebie, a on składając dłonie jakby do modlitwy starał się mnie przeprosić, i rzeczywiście – uwierzyłem mu, uśmiechnąłem się. Otworzył szybę, przeprosił kolejny raz. Wokół sporo gapiów. Zdjąłem słuchawki i miałem naprawdę wielki pokój w sobie. Odpowiedziałem mu tylko, że może się cieszyć, że mam dobry dzień i żeby uważał dziś już więcej. Poklepałem go po masce i przepuściłem, zauważyłem u niego lekki, zawstydzony uśmiech i odjechał. Wszystko trwało 15 sekund, nie więcej. Później ktoś mi powiedział, że facet zapłaciłby 500zł mandatu, i czemu nie wyciągnąłem od niego jakiejś kasy, i przyznam – w pierwszym momencie pomyślałem, że kierowca trafił na dobrego jelenia… Ale teraz, wiecie, myślę, że miałem wtedy piękny dzień. Z czego to wynikało? Naprawdę mam zdrowy klimat w mieszkaniu z kolegami i to sprawia, że wychodzę stamtąd do świata dużo lepszy, pewniejszy siebie ale i spokojniejszy, bardziej otwarty, i myślę, że tamtego dnia to właśnie uratowało nas obu – mnie (być może naiwnego) i pechowego kierowcę. Być może, on nie miał tyle szczęścia i spokoju tamtego ranka, ale wierzę, że z tego skrzyżowania odeszliśmy (tzn. on odjechał) paradoksalnie obaj spokojniejsi.

Wiecie, 300 m dalej, za tym przejściem, jest jedna z ładniejszych uliczek w Warszawie – ul. Próżna, i ostatnio idąc tamtędy zauważyłem na chodniku takie małe malowidło, z tych takich, co to się je szprejem od szablonu odbija, a głosiło ono taką oto myśl: A TY, ZROBIŁEŚ KOMUŚ DZIEŃ DOBRY? I właśnie tego oczekuje dzisiejsze wezwanie z Listu do Efezjan. Bądźcie dla siebie dobrzy, miłosierni, przebaczajcie sobie, niech zniknie gniew, gorycz, bo tak należy robić. Choćby to było odrobinę naiwne, bo prawdziwa miłość do bliźnich musi być odrobinę naiwna, taka nieskalkulowana, wtedy jest szczera, i nieinteresowna.
Życzę i Wam i sobie, żebyśmy tak potrafili codziennie, bo choć powiedziałem o sobie, to jednak to wydarzenie sprzed kilku miesięcy, miesięcy posuchy, jeśli chodzi o ROBIENIE DZIEŃ DOBRY.

P.S. Napisałem, że kiedy zszedłem sobie z maski sympatycznego kierowcy, byłem bardzo spokojny, zdjąłem słuchawki i tak – pamiętam co wtedy akurat leciało.


Specjalnie dla Was, może uda się i Was dobrze nastroić.

poniżej wersja, którą osobiście bardziej preferuję, niestety nie w całości bo jest nieosiągalna w internecie.

gdyby ktoś chciał odnaleźć tą wersję należy szukać jako:
The Blind Boys of Alabama – I’m not waiting anymore (feat. Sam Amidon)

tutaj natomiast w całości, lecz w innym wykonaniu. równie piękne.

mbr.