Nie mają już wina.

Podczas czytania tych słów nachodzą mnie dwie refleksje.

Pierwsza związana jest ze wspomnieniem z Golgoty Młodych(corocznej, sierpniowej, kapucyńskiej imprezy dla młodych duchem). Kilka lat temu uśmiechnięta siostra zakonna prowadziła tam warsztaty nt. mocy Różańca. Mówiła o tym, że Maryja wysłuchuje i reaguje na modlitwę, nawet gdy mówimy ją w roztargnieniu i niezdarnie, tak jak matka małego dziecka leci do niego, ilekroć wydaje jej się, że powie z trudnością: „Mama!”. Nie czeka z pomocą, aż malec zacznie mówić z nienaganną dykcją.

Patrzę na cud w Kanie i widzę, że to Maryja pierwsza zauważyła brak wina i podjęła jakieś działania. A przecież tam państwo młodzi nie mogli choćby i najniezdarniej zawołać: „Mamo”. Jednak ona i tak zobaczyła ich problem, może nawet przed samymi zainteresowanymi. Wstawiła się za nimi błyskawicznie i nawet Bóg Wcielony nie zdołał jej od niesienia pomocy powstrzymać.

Myślę, że Maryja zechciała być matką całej ludzkości na długo przed usłyszeniem: „Oto syn twój”(J 19,26). Matką, która od wieków pierwsza dostrzega, że czegoś nam brakuje i pędzi na ratunek. Jakie to szczęście być chrześcijaninem i mieć taką rezolutną mamę.

Druga refleksja dotyczy Maryi jako wzoru bezinteresownej pomocy. Czy ktokolwiek podziękował jej na pospieszenie na pomoc młodym? Czy zakochani w ogóle dowiedzieli się w ciągu swojego życia, co się stało? Tego nie wiemy. Natomiast z pewnością my w centrum cudu stawiamy Jezusa, a nie ją. Może to dobrze, bo Bóg ma być zawsze w centrum. To o Nim mówi 2 Tajemnica Światła, czyli Objawienie się Jezusa w Kanie Galilejskiej. Jednak rola Maryi jako wstawienniczki jest tutaj nie do pominięcia. Źle by się to wesele mogło skończyć, gdyby jej na nim zabrakło.

Tymczasem Ona od 2 000 lat wcale nie zabiega ani o podziękowanie za ratunek, ani o większą uwagę…

Maryjo, Orędowniczko nasza, módl się za nami.

 

ah.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *